Sławomir Zubrzycki

Strona główna | Viola Organista | Media | Galeria | You Tube | CD | ------ | Kontakt |______ | English |
_________________________________________________________________________________________________________________
Informacje o violi za Agencją France Presse opublikowały setki mediów z całego świata, m.in.: BBC, TheTelegraph, France 24, Deutche Radio Kultur, Le Figaro, Corierre della sera, Japan Times , MSN, Oman Daily Observer, Hindustan Times, Taipei Times, San Francisco Classical Voice, Sydney Morning, CNN México, Polsat News, Panorama, Teleexpress.

Wybrane źródła medialne o violi organista:

"Przeszłość jest doskonałym komentarzem dla współczesności." - LINK TO POLAND

Tygodnik Powszechny

Coriere Della Sera

The Telegraph

The Huffington Post

Doce Notas

Krakow Post

Stacja7.pl

_______________________________________________________________________________________________________________

Dziennik Polski 15 listopada 2013

Agnieszka Malatyńska- Stankiewicz

Krakowianin zbudował instrument, którego brzmienia nikt nie znał. Ideę klawiolinu wymyślił da Vinci.

Sławomir Zubrzycki, pianista i nauczyciel, przywrócił muzyce tajemniczy fortepian garbaty, zwany też klawiolinem, violą organista, czy fortepianem smyczkowym. Korzystał ze szkiców słynnego konstruktora.

*

Już na korytarzu słychać muzykę. Ci, którzy są z nią oswojeni nie mają wątpliwości: na estradzie grają muzycy na violach da gamba. Słychać przecież pociągnięcia smyczkiem. Dźwięki są mocne, zwielokrotnione. Nie są to zatem tylko dwa instrumenty, lecz raczej jest ich przynajmniej kilka. Matowe, chropawe melodie wręcz przeszywają, wzruszają, dławią swoją siłą. Na korytarzu, przed Aulą "Florianka" stoi tłum słuchaczy. Aż trudno się przecisnąć; trudno zbliżyć się do otwartych wielkich drzwi, by spojrzeć na estradę. Ale gdy to się uda: szok. Bo oto przy instrumencie klawiszowym, przypominającym z wyglądu klawesyn siedzi Sławomir Zubrzycki. Uderzając palcami w klawisze wydobywa dźwięki charakterystyczne dla instrumentów smyczkowych. Niemożliwe? A jednak.

*

Na początku była rozmowa z przyjacielem, Kazimierzem Pyzikiem, gambistą, wiolonczelistą, teoretykiem muzyki. To on powiedział mu o wynalazku Jana Jarmusiewicza, z lat 30. XIX wieku. O fortepianie, brzmiącym jak zespół viol da gamba, który powstał w okolicach Łańcuta, nazwanym przez konstruktora klawiolinem albo fortepianem garbatym. Instrument Jarmusiewicza, księdza, konstruktora maszyn rolniczych, a także teoretyka muzyki, autora kilku traktatów muzycznych nie przetrwał do naszych czasów. Ale przetrwała o nim wzmianka w "Kurierze Warszawskim".

Potem pojawiła się wyobraźnia, która próbowała odpowiedzieć na pytanie: jak mógłby brzmieć taki instrument. Jeżeli fortepian garbaty porównywany był do zespołu viol da gamba, to na myśl od razu przyszedł mu film "Wszystkie poranki świata" Alaina Corneau, będący powieścią o wirtuozie gambiście, z muzyką Mr de Sainte-Colombe i Marina Marais, która odgrywa w tym obrazie główną rolę. W końcu zrodziła się tęsknota, by móc usłyszeć klawiolin.

Ale by tak się stało, trzeba było nie tylko stworzyć instrument, ale i dobrać do niego repertuar. Bo instrument ten przepadł w historii muzyki, a do naszych czasów, jak miało się później okazać, zachował się jeden utwór specjalnie na niego skomponowany przez Carla Philippa Emanuela Bacha, syna Jana Sebastiana. To Sonata G-dur, napisana dla Johanna Hohlfelda, który w 1753 roku zbudował taki fortepian smyczkowy (Bogenclavier). Oczami wyobraźni już widział jak sięga po utwory niedostępne pianiście, czyli te napisane na violę da gambę. Zdawał sobie sprawę, że może się przed nim otworzyć świat nowych przeżyć, nowych emocji.

Do tego w Sławomirze Zubrzyckim pojawiła się jeszcze potrzeba, wyjścia z utartych schematów życia i chęć znalezienia intymnego kontaktu z muzyką. Wtedy postanowił wybudować instrument, przywrócić klawiolin, oddać muzyce to, co zabrał jej czas. Powstała fascynująca idea. Tylko jak ją zrealizować?

*

Sławomir Zubrzycki zaczął od przeszukania archiwów. Historia smyczkowego fortepianu z dnia na dzień stawała się coraz bardziej ekscytująca. Okazało się, że ideę tego instrumentu wymyślił Leonardo da Vinci, nazywając go viola organista. Jego szkic odnalazł w Codice Atlantico, znajdującym się obecnie w Bibliotece Ambrosiana w Mediolanie, czyli w zbiorze notatek Leonarda obejmujących trzy lata z przełomu lat 90. XV wieku. - Projekt Leonarda, to ledwie szkic, ale szkic zdradzający zasadę działania instrumentu. Czyli połączenia instrumentu smyczkowego z klawiszowym. Ale u Leonarda smyczek nie był garbaty, lecz płaski, jak pasek klinowy w samochodzie - mówi Sławomir Zubrzycki. - Rysunki Leonarda violi organista sąsiadowały z rysunkami łodzi podwodnych, maszyn latających, czy maszyn wojennych. Byłem ideą budowy coraz bardziej zafascynowany.

Dalsze poszukiwania przyniosły kolejne odkrycia. - Trafiłem na trop Hansa Heidena, budowniczego tego typu instrumentów, pochodzącego z Norymbergi. Według źródeł miał on wybudować około 30 fortepianów smyczkowych, ale udokumentowane zostały tylko dwa. Pierwszy z roku 1570 i drugi, po 30 latach będący ulepszoną wersją pierwszego. Niestety żaden z nich nie przetrwał - tłumaczy Sławomir Zubrzycki.

I choć instrumenty przepadły, do naszych czasów dotrwał ich opis dokonany w pracy "Syntagma Musicum" z 1618 roku Michaela Praetoriusa. - Praetorius pozostawił znakomite świadectwo temu instrumentowi. Jego zdaniem smyczkowy fortepian był doskonały, miał w sobie wszystko, co potrzeba, nadawał się do różnorodnej muzyki a nawet jak twierdził można było odegrać na nim dźwięki charakteryzujące człowieka będącego pod wpływem alkoholu. Im częściej czytałem opis możliwości tego instrumentu, tym bardziej chciałem go zbudować - tłumaczy Sławomir Zubrzycki.

Udało mu się dotrzeć do Muzeum Instrumentów Muzycznych w Brukseli, gdzie znajdował się smyczkowy fortepian z 1625 roku, autorstwa Hiszpana Raymunda Truchado, zrobiony na wzór instrumentu Heidena. Ale nie dość, że był niemy, nie wydawał żadnych dźwięków, to jeszcze okazał się potwornie brzydki. - Cichaczem zrobiłem mu wiele zdjęć, dokumentujących przede wszystkim jego rozwiązania konstrukcyjne - podkreśla.

*

Nie był nowicjuszem. Dwadzieścia lat temu wybudował klawikord. Bardzo udany. Teraz, gdy już miał trochę rozeznania w smyczkowych fortepianach, postanowił wysprzątać swoją pracownię i przygotować ją do wielkiego nowego zadania. Był rok 2009. Tak właśnie rozpoczynała się jego czteroletnia droga konstruktora instrumentu, którego brzmienia nikt nie znał. Droga, ryzykowna, niepewna, mogąca go doprowadzić do katastrofy. Nie wiedział jeszcze wtedy, że będzie się musiał głównie kierować intuicją by wymyślać rozwiązania konstruktorskie, że przeżyje wiele załamań i wątpliwości. Zaczął stąpać po "ziemi nieznanej"

- Zdecydowałem się, aby instrument przybrał formę klawesynu, co było najbliższe opisom i rycinom, jakie znalazłem. Skoro brzmienie miało być podobne do viol da gamba starałem się to zrealizować. Nie zdecydowałem się jednak na struny jelitowe, tak jak do było w violach, gdyż to właśnie okazało się sporą wadą tego instrumentu: po prostu się rozstrajał. Nastrojenie podczas koncertu kilku strun violi da gamba a kilkudziesięciu violi organista, to jest różnica. Dlatego zdecydowałem się na struny metalowe, trzymające strój. Zaplanowałem tez konstrukcję instrumentu, czyli, w jaki sposób ma powstawać dźwięk - wspomina Sławomir Zubrzycki. - Najpierw zbudowałem mały model. Chciałem zobaczyć, jakie są możliwości brzmienia.

Wiele z rozwiązań konstrukcyjnych, to nowatorskie pomysły, które prawdopodobnie Sławomir Zubrzycki niebawem opatentuje.

Dzień za dniem, w dużej dyscyplinie, budował instrument. Z desek ze starych instrumentów i z nowoczesnej myśli konstruktorskiej rodziła się viola organista. - Najwięcej kłopotu miałem ze strunami basowymi. Nie mogłem ich dobrać, brzmiały zbyt współcześnie. W końcu, po wielu próbach się udało - mówi Sławomir Zubrzycki. - Potem musiałem się nauczyć grać na tym instrumencie. Trzeba było wypracować metodę grania na klawiszach techniką smyczkową - dodaje.

*

Gdy rozpoczęła się przerwa w koncercie, rozentuzjazmowani słuchacze wbiegli na estradę i otoczyli Sławomira Zubrzyckiego i jego instrument ciasnym kręgiem. Zaglądali do pudła rezonansowego, dotykali delikatnie drewnianych klawiszy, sprawdzali pedał, którego ciągłe poruszanie napędza smyczki instrumentu. Wreszcie z uwagą oglądali cztery zaokrąglone smyczki, których kształt odzwierciedlała jedna z nazw instrumentu: fortepian garbaty. Ze wszystkich stron słychać było pytania. Jak to działa? Gdzie są smyczki? Jak się je wprawia w ruch?

Na czerwono-niebieskim instrumencie, po wewnętrznej stronie klapy od pudła rezonansowego, wzorem ozdabiania instrumentów dawnych znajduje się motto. Sławomir Zubrzycki sięgnął po słowa św. Hildegardy z Bingen, pierwszej kobiety kompozytorski, dla której muzyka była wspomnieniem raju. Sentencja znajdująca się na instrumencie brzmi: "naśladując świętych proroków ludzie pilni i mądrzy ludzką sztuką wymyślili instrumenty muzyczne, aby grać ku zadowoleniu duszy ludzkiej".

_________________________________________________________________________________________________________________

(c) Sławomir Zubrzycki 2015

slawomir@zubrzycki.art.pl